Obudził go krzyk z dołu. Kiedy otworzył oczy Saria stała wystraszona przy drzwiach i nasłuchiwała.
- Co się tam dzieję? - spytał Raymond
- Panie, to z wielkiego królestwa Krego, mówią że szukają jakiegoś zbiega, który chciał zabić króla.
Nie możliwe - pomyślał Raymond - tak szybko by się o mnie dowiedzieli?
- Ubieraj się szybko, jedziesz ze mną!
Raymond ubrał szybko spodnie, koszule, miecz wsunął do pochwy i chwyciwszy Sarie wyskoczyli przez okno. Przed karczmą stało czterech strażników, jednak za nim spostrzegli co się dzieję, rycerz z Sarią jechali już w stronę Zimbi.
- Gonić ich! Nie mogą nam uciec!
Pościg ruszył za nimi, jednak nie mieli szans. Klacz Raymonda uchodziła za najszybszego konia w całym królestwie.
- Co się tam dzieję? - spytał Raymond
- Panie, to z wielkiego królestwa Krego, mówią że szukają jakiegoś zbiega, który chciał zabić króla.
Nie możliwe - pomyślał Raymond - tak szybko by się o mnie dowiedzieli?
- Ubieraj się szybko, jedziesz ze mną!
Raymond ubrał szybko spodnie, koszule, miecz wsunął do pochwy i chwyciwszy Sarie wyskoczyli przez okno. Przed karczmą stało czterech strażników, jednak za nim spostrzegli co się dzieję, rycerz z Sarią jechali już w stronę Zimbi.
- Gonić ich! Nie mogą nam uciec!
Pościg ruszył za nimi, jednak nie mieli szans. Klacz Raymonda uchodziła za najszybszego konia w całym królestwie.
***
Zambia była najlepiej rozwiniętym miastem w całych ośmiu królestwach. To właśnie tutaj wydobywano złoto, które dostarczano do wszystkich zakątków świata. Zambia była miastem wolnym, nie podlegała pod żadne z ośmiu królestw, sama zarabiała na swoje utrzymania, miała własną dwustu tysięczną armię.
Kiedy przybyli do miasta, trwała tam parada. Barwne orszaki z wizerunkiem Xiuer'a - założyciela miasta, szły przed ratusz, aby tam obchodzić dalsze uroczystości.
Na podwyższeniu przy ratuszu stanął tęgi mężczyzna ubrany w czerwono-żółte szaty. Uciszył tłum i rzekł mocnym stanowczym głosem:
- Mieszkańcy, to właśnie dzisiaj przypada sześćsetna rocznica założenia naszego miasta!
Tłum zaczął klaskać, mężczyzna w kolorowej szacie zaczął uspokajać tłum. Nagle z tłumu gapiów wyłonił się mężczyzna ubrany w szaty królestwa Krego, wszedł na podium i zaczął głosić:
- Mieszkańcy, w waszym mieście znajduję się poszukiwany z polecenia królewskiego rycerz Raymond, za jego głowę król oferuję pięćdziesiąt tysięcy złotych monet!
Raymond, który przyglądał się całemu wydarzeniu z boku rzekł do Sarii
Na podwyższeniu przy ratuszu stanął tęgi mężczyzna ubrany w czerwono-żółte szaty. Uciszył tłum i rzekł mocnym stanowczym głosem:
- Mieszkańcy, to właśnie dzisiaj przypada sześćsetna rocznica założenia naszego miasta!
Tłum zaczął klaskać, mężczyzna w kolorowej szacie zaczął uspokajać tłum. Nagle z tłumu gapiów wyłonił się mężczyzna ubrany w szaty królestwa Krego, wszedł na podium i zaczął głosić:
- Mieszkańcy, w waszym mieście znajduję się poszukiwany z polecenia królewskiego rycerz Raymond, za jego głowę król oferuję pięćdziesiąt tysięcy złotych monet!
Raymond, który przyglądał się całemu wydarzeniu z boku rzekł do Sarii
- Musimy stąd uciekać, no chyba, że chcesz oglądać moją głowę witającą gości przy bramie w Krego.
- Panie, ty nie wiesz o mnie wszystkiego.
Raymond zaciekawiony spojrzał na nią
- Opowiesz mi przez drogę, wsiadaj na konia i ruszajmy, zanim Ci głupcy nas zauważą.
***
Jechali już pół dnia, głodni spragnieni, szukali miejsca gdzie mogliby się przespać.
- No to zacznij tą opowieść - rzekł Raymond
- Jak myślisz ile mam lat? - spytała go Saria
- Wyglądasz na mniej niż dwadzieścia - odrzekł zaciekawiony pytaniem rycerz.
- Tak naprawdę mam sto dwadzieścia siedem lat.
- No jak na swój wiek, wyglądasz dość atrakcyjnie - zażartował Raymond.
Saria był czarodziejką czwartego stopnia, znała większość zaklęć. To ona sto lat temu decydowała o podziale świata, była doradcą króla Dirael'a władcy wielkiego królestwa Krego. To ona decydowała kiedy i ile wysłać wojska. Jednak teraz, została zapomniana,odepchnięta na bok. Postanowiła przybrać postać młodej pięknej dziewczyny, i zarabiać na życie w dość nietypowy sposób.
- Raymondzie, musisz wiedzieć, że czekałam na Ciebie tego wieczora, ten gbur chciał Ci dać jakąś zwykłą wieśniaczkę. Jednak ja miałam sen, widziałam w nim nowy podział świata, nowe księstwa. Widziałam upadek wielkiego królestwa Krego, aż nagle z mgły wyłonił się mężczyzna, na początku nie wiedziałam jego twarzy, był mężny, władczy. Miał pod sobą niezliczoną armię, i to on został władcą wszystkich królestw tego świata.
- Nie rozumiem, co to ma wspólnego ze mną? - zapytał zdziwiony Raymond.
- Tą osobą byłeś ty, drogi Raymondzie, to Ciebie bogowie wybrali, abyś zjednoczył wszystkie królestwa.
- Sario, nie żartuj, jestem ścigany za próbę zabójstwa króla, a ty mi mówisz, że zostaną władcą wszystkich ośmiu królestw? Większej głupoty już dawno nie słyszałem.
- Panie, bardzo dobrze pamiętam dzień twoich narodzin. Było to dwadzieścia cztery wiosny temu. Twoja matka zmarła przy twoim porodzie, a ty zostałeś sam na tym świecie. To właśnie wtedy bogowie zdecydowali, że to ty będziesz nowym królem.
- Co ty mówisz, przecież ja miałem matkę, pamiętam ją bardzo dobrze! - krzyknął zdenerwowany Raymond.
- Nie unoś się, mój drogi! Nazbieraj patyków - rzekła zdecydowanym tonem do rycerza.
Raymond wrócił po chwili z drewnem na opał.
- Rzuć je tutaj.
Rzucił. Czarodziejka wypowiedziała zaklęcie i nagle drewno zapłonęło.
- Ghrir so caetf Raymond
Nagle w ogniu zaczęły pokazywać się dziwne rzeczy. Narodziny dziecka, śmierć matki, płacz, krzyk, wrzask, wybuch. Pojawiły się cztery piękne kobiety, w białych ubraniach wszystkie miały anielską urodę.
- Fertya coe Martai - rzekła czarodziejka.
W ogniu pojawiło się coś dziwnego cztery kobiety spoglądają na narodzone dziecko. Nagle kobiety stają wokoło stołu, na którym leżał młodzian i wyciągają ręce. Dziecko zaczęło niemiłosiernie płakać.
- Będziesz królem - rzekła pierwsza kobieta.
- Zjednoczysz wszystkie królestwa - powiedziała anielskim głosem druga
Na policzku dziecka pojawiła się blizna w kształcie dziwnej litery.
- Niech ta blizna będzie dowodem twojej wielkości.
- Warve Xeo Zoe - krzyknęła czarodziejka, i wszystko znikło.
- Nieee wierzę.. - zdziwionym głosem rzekł Raymond.
Zrozumiał, że blizna która nosi na policzku, jest znakiem od bogów. Uwierzył, że to wszystko co powiedziała mu Saria jest prawdą.
- Raymondzie, musisz wiedzieć, że czekałam na Ciebie tego wieczora, ten gbur chciał Ci dać jakąś zwykłą wieśniaczkę. Jednak ja miałam sen, widziałam w nim nowy podział świata, nowe księstwa. Widziałam upadek wielkiego królestwa Krego, aż nagle z mgły wyłonił się mężczyzna, na początku nie wiedziałam jego twarzy, był mężny, władczy. Miał pod sobą niezliczoną armię, i to on został władcą wszystkich królestw tego świata.
- Nie rozumiem, co to ma wspólnego ze mną? - zapytał zdziwiony Raymond.
- Tą osobą byłeś ty, drogi Raymondzie, to Ciebie bogowie wybrali, abyś zjednoczył wszystkie królestwa.
- Sario, nie żartuj, jestem ścigany za próbę zabójstwa króla, a ty mi mówisz, że zostaną władcą wszystkich ośmiu królestw? Większej głupoty już dawno nie słyszałem.
- Panie, bardzo dobrze pamiętam dzień twoich narodzin. Było to dwadzieścia cztery wiosny temu. Twoja matka zmarła przy twoim porodzie, a ty zostałeś sam na tym świecie. To właśnie wtedy bogowie zdecydowali, że to ty będziesz nowym królem.
- Co ty mówisz, przecież ja miałem matkę, pamiętam ją bardzo dobrze! - krzyknął zdenerwowany Raymond.
- Nie unoś się, mój drogi! Nazbieraj patyków - rzekła zdecydowanym tonem do rycerza.
Raymond wrócił po chwili z drewnem na opał.
- Rzuć je tutaj.
Rzucił. Czarodziejka wypowiedziała zaklęcie i nagle drewno zapłonęło.
- Ghrir so caetf Raymond
Nagle w ogniu zaczęły pokazywać się dziwne rzeczy. Narodziny dziecka, śmierć matki, płacz, krzyk, wrzask, wybuch. Pojawiły się cztery piękne kobiety, w białych ubraniach wszystkie miały anielską urodę.
- Fertya coe Martai - rzekła czarodziejka.
W ogniu pojawiło się coś dziwnego cztery kobiety spoglądają na narodzone dziecko. Nagle kobiety stają wokoło stołu, na którym leżał młodzian i wyciągają ręce. Dziecko zaczęło niemiłosiernie płakać.
- Będziesz królem - rzekła pierwsza kobieta.
- Zjednoczysz wszystkie królestwa - powiedziała anielskim głosem druga
Na policzku dziecka pojawiła się blizna w kształcie dziwnej litery.
- Niech ta blizna będzie dowodem twojej wielkości.
- Warve Xeo Zoe - krzyknęła czarodziejka, i wszystko znikło.
- Nieee wierzę.. - zdziwionym głosem rzekł Raymond.
Zrozumiał, że blizna która nosi na policzku, jest znakiem od bogów. Uwierzył, że to wszystko co powiedziała mu Saria jest prawdą.
Naprawdę zaciekawiło mnie twoje opowiadanie, twoja wyobraźnia i to jak piszesz. Mam nadzieje, że szybko dodasz kolejny rozdział. I mam też prośbę. Jak dodasz kolejny post, poinformowałabyś mnie?
OdpowiedzUsuńByłabym wdzięczna, bo chcę być na bieżąco :)
http://wish-you-were-here1.blogspot.com/
Pozdrawiam i życzę weny :)
Powiem szczerze : zaciekawiłeś mnie i widać, że masz ładny styl pisania, jednakże widać jednocześnie, że dopiero zaczynasz przygodę z pisarstwem. Akcja toczy się za szybko, za mało opisów i szablon masz nie za ciekawy ( wielu ludzi zacznie wchodzić ci na bloga jeżeli będzie ładnie wyglądał od strony graficznej ). Jeśli chcesz pomoc albo omówić jakiś sprawy to pisz do mnie na gg :46304337. Mimo to byłabym wdzięczna gdybyś zawiadomił mnie o nowym rozdziale, gdy ten wyjdzie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam - Zizunaczek
41 yrs old Speech Pathologist Hobey Kleinfeld, hailing from Thorold enjoys watching movies like "Rise & Fall of ECW, The" and Cabaret. Took a trip to Zollverein Coal Mine Industrial Complex in Essen and drives a M3. sprawdz
OdpowiedzUsuń