wtorek, 26 lutego 2013

INFO

Mam do was prośbę, drodzy czytelnicy, jest was na chwilę obecną niewiele i mam do was wielką prośbę!
Udostępnijcie bloga na swoim facebooku bądź blogu. Fajnie by było dotrzeć do wszystkich, ale niestety jest to niemożliwe :)
Dziękuję za obecność i za to, że czytacie to, co staram się tworzyć ;)
 Także jeśli możecie, udostępnijcie!


Dzięki wielkie, wkrótce kolejny rozdział:
Pozdrawiam;
Nieznajomy.

środa, 20 lutego 2013

Rozdział III

Pałac króla Laer'a uchodził za najpiękniejszy ze wszystkich w ośmiu królestwach. Komnata, w której sypiał król była wysadzana diamentami, złotem i srebrem. Z sufitu zwisało dwanaście pięknych, błyszczących się perłowych żyrandoli. Meble zostały bardzo starannie wykonane z kości słoniowej. Na łożu z baldachimem leżał król, towarzyszyli mu jego dwaj synowie i córka. Stan króla pogarszał się z dnia na dzień. Był on bardzo schorowany, medycy nie dawali mu szans wyjścia z choroby, choroby której nawet nie potrafili nazwać.
- Sirael'u, Haxel'u naszedł czas wyboru. Muszę zdecydować, który z was będzie rządził tym królestwem, po mojej śmierci.
- Ojcze, przecież ty jeszcze nie umierasz - rzekł młodszy syn króla - Haxelu' - był on dwudziestoletnim, bardzo przystojnym mężczyzną.
- Synu, wiem, że moje dni zostały już policzone. Wezwij moich doradców muszę się ich poradzić.
Haxel uczynił tak jak mu ojciec nakazał. Po chwili wszedł do komnaty ojca z całym sztabem doradców króla.
- Sirael'u, Haxel'u opuście moją komnatę. Po naradzie ogłoszę wam, kto zostanie moim następcom.
Synowie Laer'a ukłonili się przed ojcem i wyszli z komnaty.
- Wezwał was tutaj, abyście pomogli mi wybrać przyszłego króla. Obawiam się, że nie dożyję już następnego dnia.
- Panie, ale twoi synowie nie są gotowi jeszcze na tron - rzekł jeden z doradców.
- Królu, oni są jeszcze za młodzi, za mało wiedzą!
- Bzdura, kiedy ja obejmowałem tron, miałem dokładnie tyle samo lat co oni mają teraz - odrzekł król.
- Panie, zrobisz co uważasz za słuszne, ale jeżeli mamy wybierać pomiędzy twoimi synami, nasza propozycja na króla jest jednogłośna, twoim następcą powinien zostać Sirael.
- Sirael? - zdziwił się król.
- Panie według nas jest to najrozsądniejsze wyjście, Sirael powinien sobie poradzić.
Król przez chwilę został w bezruchu:
- Wezwijcie moich synów! - rozkazał Laer.
Do komnaty szybkim i zdecydowanym krokiem wkroczyli synowie króla, wyglądali na bardzo zestresowanych, nie wiedzieli bowiem co ich spotka  i czego mają się spodziewać.
- Podejdźcie do mnie - rzekł osłabionym głosem król. - Rada postanowiła, że nowym królem ma zostać Sirael, stwierdzili, że jest on gotowy na przyjęcie władzy, korony i wszystkich obowiązków królewskich.
Na twarzy Sireal'a pojawił się uśmiech zwycięzcy.
- Jednak - kontynuował król -jest to niezgodne z moją wewnętrzną decyzją. Z całym szacunkiem synu, ale nie podołasz temu, według mnie nie jesteś gotowy.
- Ale ojcze - zdziwił się Sirael
- Nowym królem zostanie Haxel.
- Panie, nasze zdanie już się nie liczy? - spytał naczelny rady
- Liczy się liczy, to właśnie wy pomogliście mi dokonać tej decyzji.
- Ale panie przecież...
- Zamilcz! - ryknął Lear. - To ja jestem królem, a wy macie mi tylko doradzać!
- Panie, wybacz, twoja decyzja jest dla nas świętością.
- Koronacja odbędzie się za trzy dni, macie wszystko przygotować.
Haxel - dwudziestoletni młodzian, miał wkrótce zostać królem potężnego Krego.

***

Obudził ich blask promieni słonecznych padających na ich twarze. Osiodłali konia i pojechali do najbliższej karczmy, aby coś zjeść. Przez drogę rozmawiali o przepowiedni, którą Saria objawiła Raymond'owi.
Rycerz dalej wątpił w prawdziwość słów usłyszanych poprzedniej nocy. Kiedy dojechali do karczmy na ulicy nie było nikogo. Odstawili konia i weszli do oberży. Karczma nie wyróżniała się niczym szczególnym od tych, w których bywali wcześniej. Na ścianach wisiały skóry niedźwiedzia, które jeśli wierzyć plotkom kiedyś zamieszkiwały tereny współczesnego miasta. Do stolika, który zajęli podszedł oberżysta:
- Co podać?
- Piwo i coś do jedzenia, cokolwiek.
- Już podaję.
Karczmarz przyniósł im mięso, którego nikt przy zdrowych zmysłach by nie zjadł. Mięso było wyschnięte, jednak oni nie mieli wyjścia, musieli coś zjeść, aby mieć siły na dalszą podróż.
Po zapłaceniu oberżyście należytej sumy, i napełnieniu swoich bukłaków wodą, wsiedli na konia i pojechali tam gdzie posyłało ich przeznaczenie, do wielkiego królestwa Krego.

niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział II

Obudził go krzyk z dołu. Kiedy otworzył oczy Saria stała wystraszona przy drzwiach i nasłuchiwała.
- Co się tam dzieję? - spytał Raymond
- Panie, to z wielkiego królestwa Krego, mówią że szukają jakiegoś zbiega, który chciał zabić króla.
Nie możliwe - pomyślał Raymond - tak szybko by się o mnie dowiedzieli?
- Ubieraj się szybko, jedziesz ze mną!
Raymond ubrał szybko spodnie, koszule, miecz wsunął do pochwy i chwyciwszy Sarie wyskoczyli przez okno. Przed karczmą stało czterech strażników, jednak za nim spostrzegli co się dzieję, rycerz z Sarią jechali już w stronę Zimbi.
- Gonić ich! Nie mogą nam uciec!
Pościg ruszył za nimi, jednak nie mieli szans. Klacz Raymonda uchodziła za najszybszego konia w całym królestwie.

***

Zambia była najlepiej rozwiniętym miastem w całych ośmiu królestwach. To właśnie tutaj wydobywano złoto, które dostarczano do wszystkich zakątków świata. Zambia była miastem wolnym, nie podlegała pod żadne z ośmiu królestw, sama zarabiała na swoje utrzymania, miała własną dwustu tysięczną armię.
Kiedy przybyli do miasta, trwała tam parada. Barwne orszaki z wizerunkiem Xiuer'a - założyciela miasta, szły przed ratusz, aby tam obchodzić dalsze uroczystości.
Na podwyższeniu przy ratuszu stanął tęgi mężczyzna ubrany w czerwono-żółte szaty. Uciszył tłum i rzekł mocnym stanowczym głosem:
- Mieszkańcy, to właśnie dzisiaj przypada sześćsetna rocznica założenia naszego miasta!
Tłum zaczął klaskać, mężczyzna w kolorowej szacie zaczął uspokajać tłum. Nagle z tłumu gapiów wyłonił się mężczyzna ubrany w szaty królestwa Krego, wszedł na podium i zaczął głosić:
- Mieszkańcy, w waszym mieście znajduję się poszukiwany z polecenia królewskiego rycerz Raymond, za jego głowę król oferuję pięćdziesiąt tysięcy złotych monet!
Raymond, który przyglądał się całemu wydarzeniu z boku rzekł do Sarii
- Musimy stąd uciekać, no chyba, że chcesz oglądać moją głowę witającą gości przy bramie w Krego.
- Panie, ty nie wiesz o mnie wszystkiego.
Raymond zaciekawiony spojrzał na nią
- Opowiesz mi przez drogę, wsiadaj na konia i ruszajmy, zanim Ci głupcy nas zauważą.
 ***
Jechali już pół dnia, głodni spragnieni, szukali miejsca gdzie mogliby się przespać.
- No to zacznij tą opowieść - rzekł Raymond 
- Jak myślisz ile mam lat? - spytała go Saria
- Wyglądasz na mniej niż dwadzieścia - odrzekł zaciekawiony pytaniem rycerz.
- Tak naprawdę mam sto dwadzieścia siedem lat.
- No jak na swój wiek, wyglądasz dość atrakcyjnie - zażartował Raymond.
Saria był czarodziejką czwartego stopnia, znała większość zaklęć. To ona sto lat temu decydowała o podziale świata, była doradcą króla Dirael'a władcy wielkiego królestwa Krego. To ona decydowała kiedy i ile wysłać wojska. Jednak teraz, została zapomniana,odepchnięta na bok. Postanowiła przybrać postać młodej pięknej dziewczyny, i zarabiać na życie w dość nietypowy sposób.
- Raymondzie, musisz wiedzieć, że czekałam na Ciebie tego wieczora, ten gbur chciał Ci dać jakąś zwykłą wieśniaczkę. Jednak ja miałam sen, widziałam w nim nowy podział świata, nowe księstwa. Widziałam upadek wielkiego królestwa Krego, aż nagle z mgły wyłonił się mężczyzna, na początku nie wiedziałam jego twarzy, był mężny, władczy. Miał pod sobą niezliczoną armię, i to on został władcą wszystkich królestw tego świata.
- Nie rozumiem, co to ma wspólnego ze mną? - zapytał zdziwiony Raymond.
- Tą osobą byłeś ty, drogi Raymondzie, to Ciebie bogowie wybrali, abyś zjednoczył wszystkie królestwa.
- Sario, nie żartuj, jestem ścigany za próbę zabójstwa króla, a ty mi mówisz, że zostaną władcą wszystkich ośmiu królestw? Większej głupoty już dawno nie słyszałem.
- Panie, bardzo dobrze pamiętam dzień twoich narodzin. Było to dwadzieścia cztery wiosny temu. Twoja matka zmarła przy twoim porodzie, a ty zostałeś sam na tym świecie. To właśnie wtedy bogowie zdecydowali, że to ty będziesz nowym królem.
- Co ty mówisz, przecież ja miałem matkę, pamiętam ją bardzo dobrze! - krzyknął zdenerwowany Raymond.
- Nie unoś się, mój drogi! Nazbieraj patyków - rzekła zdecydowanym tonem do rycerza.
Raymond wrócił po chwili z drewnem na opał.
- Rzuć je tutaj.
Rzucił. Czarodziejka wypowiedziała zaklęcie i nagle drewno zapłonęło.
- Ghrir so caetf Raymond
Nagle w ogniu zaczęły pokazywać się dziwne rzeczy. Narodziny dziecka, śmierć matki, płacz, krzyk, wrzask, wybuch. Pojawiły się cztery piękne kobiety, w białych ubraniach wszystkie miały anielską urodę.
- Fertya coe Martai - rzekła czarodziejka.
W ogniu pojawiło się coś dziwnego cztery kobiety spoglądają na narodzone dziecko. Nagle kobiety stają wokoło stołu, na którym leżał młodzian i wyciągają ręce. Dziecko zaczęło niemiłosiernie płakać.
- Będziesz królem - rzekła pierwsza kobieta.
- Zjednoczysz wszystkie królestwa - powiedziała anielskim głosem druga
Na policzku dziecka pojawiła się blizna w kształcie dziwnej litery.
- Niech ta blizna będzie dowodem twojej wielkości.
- Warve Xeo Zoe - krzyknęła czarodziejka, i wszystko znikło.
- Nieee wierzę.. - zdziwionym głosem rzekł Raymond.
Zrozumiał, że blizna która nosi na policzku, jest znakiem od bogów. Uwierzył, że to wszystko co powiedziała mu Saria jest prawdą.

sobota, 16 lutego 2013

Rozdział I

Mówiono, że przybył z północy, z dalekiej i nieznanej północy. Nikt nic o nim nie wiedział. Podjechał na swoim karym koniu pod gospodę i wszedł do jej środka. Gospoda nosiła nazwę "Pod Złotym Dębem" i uchodziła za jedną z najbardziej znanych i cenionych karczm w owej okolicy. Raymound rozejrzał się po wnętrzu gospody i wybrał wolny stolik. Gospodarz z pośpiechem podszedł do niego:
- Co podać, jaśnie panie?
- Piwo, dużo piwa
- Już się robi jaśnie panie, czy życzy pan sobie coś do jedzenie, musi być pan głodny po podróży.
- Nie chce nic do żarcia, chcę się tylko napić. Czy w tej zapchlonej oberży znajdzie się jakiś nocleg?
- Oczywiście, dla jaśnie pana zawsze.
- Karz przygotować mi izbę i nie zapomnij o jakiejś ladacznicy, przydałaby się jakaś na noc.
- Dla pana sam wybiorę najlepszą.
- Dobra, nie gadaj już tyle, przynieś mi to piwo!
Gospodarz szybkim krokiem ruszył w stronę stołu, gdzie stała beczka z piwem. Nalał do pełna i z uśmiechem na twarzy zaniósł je Raymound'owi.
- Twoje piwo, panie.
- Gdzie jest moja izba?
- Zaprowadzę pana.
Raymound wstał i poszedł za oberżystą, po krętych schodach. Na piętrze znajdowało się pięć pokoi, każdy wyglądał tak, jakby nie było w nim sprzątane od dobrych kilku miesięcy.
- Który jest mój? - zapytał stanowczym głosem Raymond.
- Ten na końcu korytarza - odrzekł, łagodnym i spokojnym głosem gospodarz.
Rycerz wszedł do izby i zobaczył na łóżku piękną niewiastę, która na niego czekała.
- No muszę przyznać, że ten prostak się postarał.
- Cieszę się panie, że to właśnie ty mi się dzisiaj trafiłeś - rzekła Saria
Wyglądała na bardzo młodą, mogła mieć zaledwie szesnaście lat, ale o jej wyczynach Raymond słyszał w Zimbi, Casle i królestwie Krego. Saria miała ubraną jedwabną koszulę, z wielkim dekoltem, z którego widać było jej dorodne piersi.
Rycerz powoli podszedł do niej i zaczął się jej przyglądać z zaciekawieniem.
- Nie wiem czy stać mnie na twoje usługi, piękna.
- Panie, przecież dobrze wiesz, że jestem warta tych pieniędzy.
Raymond wyciągnął za pasa sakiewkę i bez wahania rzucił jej.